środa, 31 maja 2017

Rozdzial 1.

Rok 1994, Instytut Magii Durmstrang

  Alhevŏte — przedstawiła się szybko, stając na baczność w progu gabinetu dyrektora. Choć była zdyszana, zaciskała mocno usta, by nie dać po sobie poznać, jak szybko i niestosownie biegła. Mogłaby dostać naganę, a w żadnym wypadku tego nie chciała. Była jedną z pierwszych, dumnych uczennic Durmstrangu i za wszelką cenę pragnęła dowieść, że jest godna tego zaszczytu. Po rewolucjach, jakie miały miejsce w Ministerstwie, w końcu kobiety dopięły swego i dostały wywalczone prawa, choć nie zmieniło to szowinistycznego poglądu mężczyzn. A ona, jak większość jej rówieśniczek, zdecydowała się pokazać, że jako kobieta wcale nie jest gorsza, że zasługuje na możliwość nauki w prestiżowej szkole, że jest tego godna. Dlatego też tłumiła zmęczenie i skrycie, ciężko oddychając, stała idealnie wyprostowana w drzwiach gabinetu, gdzie została wezwana. 
— Wejidź i zamyknij drzwi — powiedział dyrektor ze wschodnim akcentem, kładąc nacisk na każdą wypowiedzianą głoskę. Czarnowłosa czarownica posłusznie przestąpiła próg gabinetu i, najdelikatniej jak potrafiła, zamknęła za sobą dyrektorskie wrota. Na powrót stając przodem do Karkarowa, dygnęła lekko, zarazem twardo spoglądając w jego nieprzeniknione oblicze.
— Jak zapewne pamiętasz, z powodu twojej... — zaczął mężczyzna, nie siląc się na subtelny wyraz. Nie musiał mówić nic, doskonale wiedziała, dlaczego przywołał ją do swojego gabinetu. Nadszedł w końcu ten moment i nie mogła zrobić już absolutnie nic. Poczuła, jak pieką ją oczy, a każde ze słów czarodzieja uderza w nią niczym siarczysty policzek. Jej tragiczna przeszłość ciągnęła się za nią, jakoby widmo śmierci, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Choć starała się ze wszystkich sił, na każdym kroku upominano ją, kim była. A była zarazem kimś wielkim i nikim. Nikt nigdy nie wyjawił jej całej prawdy, żyła w ciągłym zakłamaniu i ślepej wierze w lepszą przyszłość. 
— ...być może w Hogwarcie dowiesz się czegoś więcej — zakończył Karkarow, rzucając od niechcenia kilka pocieszających słów, w które sam nie wierzył i nie usiłował sprawić innego wrażenia.
Uczennica właściwie nie wysłuchała ani jednego jego słowa, zatracając się we własnych rozmyślaniach. Znała całą tę śpiewkę na pamięć, wszak tyle razy już jej słuchała. 
— Niemniej jednak, byłaś jedną z najlepszych uczennic, panno Alhevŏte, i nie poskąpię dobrego słowa o tobie dyrektorowi Dumbledore'owi. 
Karkarow prawdopodobnie spróbował się uśmiechnąć, ale jej zdaniem robił jedynie dobrą minę do złej gry. Wszyscy woleli uciekać przed problemami, podczas gdy ona codziennie musiała się z nimi mierzyć, nie wiedząc tak właściwie, z czym konkretnie ma do czynienia. Szkoła musiała dbać o swoją renomę, a fakt, że jedna z uczennic była podrzutkiem przerzucanym z rodziny do rodziny, ze szkoły do szkoły, był zgoła hańbiący. A i wątpliwości w kwestii czystości jej krwi pozostawiały wiele do życzenia. W miejscu takim, jak Durmstrang, nie tolerowano osób bez porządnego rodowodu.
Panna Alhevŏte zacisnęła usta i wygięła je w niezadowolonym grymasie, którego nie potrafiła powstrzymać. Zresztą właśnie została wydalona ze szkoły, nie musiała już silić się na idealną postawę. Nie miała na to najmniejszej ochoty. 
— Żaglowiec, którym popłyną przedstawiciele szkoły na Turniej Trójmagiczny, odpływa o świcie. Przygotuj się. 
Skinęła niechętnie głową. Choć tyle dobrego było w tym wszystkim, że długa podróż, która ją czekała, miała odbyć się jeszcze w towarzystwie kolegów ze szkoły.

Wyprawa  wydawała się wyjątkowo długa i zapewne taka też była. Alhevŏte stała na dziobie żaglowca, w zamyśleniu przyglądając się odpływającym w dal górom, które porośnięte były bujną zielenią. W oddali za mgłą majaczyły wyższe czy niższe pagórki i wzniesienia, gdzieniegdzie pojawiały się nawet gołe, wysokie skaliste szczyty. Niedługo potem statek zanurzył się pod wodę.

Rok 1994, Instytut Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie
Kiedy spomiędzy zawieszonej mlecznej mgły wyostrzył się obraz wzniosłego zamku o czterech strzelistych wieżach, coś ukłuło ją w serce. Alhevŏte  poczuła wielką gulę w gardle, gdy spróbowała przełknąć gęstą ślinę. To miejsce było jej obce. Choć temperatura była znacznie wyższa, niż w rodzinnych stronach, czarownica zaciągnęła kołnierz futra pod szyją; przeszedł ją zimny dreszcz. Ponura Anglia nie wyglądała zachęcająco.
Gdy hogwardzki zamek było już doskonale widać, na statku nastąpiło ogromne poruszenie. Karkarow wraz ze swoim ulubieńcen, Krumem, podeszli obok Alhevŏte i zachwycali się pięknem brytyjskiej uczelni. Za nimi cała reszta przedstawicieli Durmstrangu podziwiała magiczną szkołę. Dziewczyna westchnęła ciężko i odeszła, nie chcąc oglądać swojego nowego domu.

Snuła się ponuro za gromadą chłopców, a właściwie już mężczyzn z Durmstrangu. Mieli udać się do Wielkiej Sali. Ich wejście było jak zawsze niezwykle widowiskowe. Podczas gdy hogwardzcy uczniowie witali oklaskami bułgarskich uczniów, Alhevŏte przemknęła niezauważona w miejsce, gdzie się ustawili. Powitania, uściski dłoni, całusy i pozdrowienia. Nie widać było końca tym błahym czułościom, a kiedy na sali pojawiły się uczennice z Beauxbatons, rozpętał się już totalny chaos. Nieskrywane westchnienia męskiej populacji unosiły się niczym barwna chmura pod sklepieniem Wielkiej Sali... które notabene typowym nie było. Kiedy Alhevŏte uniosła głowę do góry, jej oczom ukazało się najpiękniejsze gwieździste niebo, jakie kiedykolwiek w życiu widziała. Zapatrzyła się na magiczne sklepienie i po raz kolejny dziękowała bogom, że magia istnieje, a ona może być jedną z czarodziejów. Oczami wyobraźni widziała siebie, wirującą pod sklepieniem Wielkiej Sali pomiędzy lśniącymi gwiazdozbiorami. Z rozmarzenia wyrwał ją dźwięk własnego nazwiska.
— Panna Naav Alhevŏte! 
Zrezygnowana, opuściła na chwilę głowę, a gdy ponownie ją podniosła, omiotła wzrokiem salę, szacując, ile osób wbiło w nią swoje ciekawskie spojrzenie. Większość, ku niezadowoleniu czarownicy, skierowana była na nią, szczególnie gdy grupa uczniów z Durmstrangu rozstąpiła się, by zrobić jej przejście. Chciała, naprawdę chciała ruszyć do przodu, ale niewidzialna siła sprawiła, że jej stopy przywarły do pięknej, jak zauważyła, posadzki. Przełknęła głośno ślinę, mając wrażenie, że echo tego czynu poniosło się z hukiem po całej sali. Jej policzki na powrót zapłonęły, a na skroniach poczuła gorące kropelki potu. „To już koniec” pomyślała i postąpiła krok do przodu. Gdy udało jej się to zrobić, poczyniła kolejne kroki, a z każdym z nich żegnała smutnym uśmiechem kolejnego kolegę ze szkoły. 
Sunąc ospale do przodu, stawała się coraz bardziej widoczna i coraz więcej zachłannych spojrzeń mogło ją pożerać. Każdy z chłopców klepał ją pokrzepiająco po ramieniu, starając się dodać otuchy. Nawet sam Krum pozwolił sobie na jakże naganne złamanie wojskowej postawy i, posyłając pocieszający uśmiech, położył na ułamek sekundy swoją dłoń na jej ramieniu, co zostało od razu skrytykowane morderczym wzrokiem Karkarowa. 
Oto i Naav znalazła się poza szeregami swoich braci z Durmstrangu. Paraliżujące spojrzenia hogwardzkich uczniów przewiercały jej ciało na wylot, kiedy powoli szła pomiędzy długimi stołami. To musiały być zapewne słynne stoły domów. Od nazwisk czterech założycieli Hogwartu – Gryffindor, którego uczniowie mieli barwy podobne do barw jej szkoły; Hufflepuff, niczym kotłujące się pszczoły; Ravenclaw w stonowanych, zimnych barwach, a także i legendarny o stokroć bardziej niż sama szkoła – Slytherin. 
Alhevŏte szła właśnie w kierunku siwobrodego, wiekowego czarodzieja, którego oczy uprzejmie uśmiechały się do niej spoza okularów-połówek. Skoro przenosiła się do Hogwartu, czekał ją przydział do któregoś z domów. Właściwie obojętnym jej było, gdzie się dostanie. Pozostały jej dwa lata nauki, które – jeśli dane jej będzie pozostać w tej szkole – zamierzała obojętnie przeegzystować. Dość miała zawierania kolejnych przyjaźni, które ucinane były wraz z następnymi przeprowadzkami. Dość nastoletnich zawodów miłosnych, pożegnań i łez.
Dyrektor Dumbledore wskazał uczennicy miejsce, na którym miała usiąść i nałożył na jej głowę ogromną, starą tiarę. „Tiara Przydziału” – pomyślała od razu, przypominając sobie znane z książek zwyczaje w Hogwarcie. 
Czapka zaskrzeczała nad jej głową, mrucząc coś pod nosem. 
— Hm, wyglądasz mi bardzo znajomo. Niebezpiecznie znajomo — orzekła tiara. Przez ułamek sekundy Naav miała nadzieję, że usłyszy coś istotnego o swojej przeszłości, lub pochodzeniu, które wciąż były osnute dlań tajemnicą. — Wyczuwam bliskie pokrewieństwo... — rozmyślała na głos Tiara, bez pośpiechu, a oczy Naav rozszerzały się w oczekiwaniu na kolejne słowa. Tiara jednak mówiła zagadkowo i nie do końca zrozumiale, nie zdradzając znaczących szczegółów. — Pasowałabyś do Gryffindoru, czuję w tobie ogromną siłę — zastanawiała się — jednak więzy krwi pozostają nieprzerwane i niepodważalne, dlatego SLYTHERIN!
Po Wielkiej Sali poniósł się huk zrywających się z ławek uczniów. Rozgorzały brawa, krzyki i gwizdy. Ślizgoni radośnie powitali nową uczennicę, dumnie przyjmując do wiadomości jej niezaprzeczalne pokrewieństwo z założycielem swojego domu. Dziwna ulga nastąpiła w umyśle Naav. Ceremonia Przydziału właśnie przybliżyła ją o krok do czarnej przeszłości.


— Hej, ty, nowa! — Do uszu Naav dobiegł dźwięk podniesionego, dziewczęcego głosu, który wyrwał ją ze snu. Przeciągnęła się powoli, rozchylając powieki. Ciężka kotara, odgradzająca ją od całej rzeczywistości, była właśnie odsłonięta i trzymana przez ciemnowłosą dziewczynę, która wraz z grupą koleżanek wbijała ciekawskie spojrzenie w Alhevŏte. Nie spodobało jej się to. Ani fakt, że ją budziły, a już tym bardziej, że  dziewczyna rozpoczęła swoisty teatrzyk z jej osobą w roli głównej. 
Naav podniosła się do pozycji siedzącej, kątem oka obserwując zachowanie grupy dziewczyn. Gdy przeciągnęła się ponownie i ziewnęła przeciągle, zlustrowała każdą ze ślizgonek i zauważyła, że szybko znalazły sobie inne zajęcia, niż przyglądanie się nowej uczennicy. Jedynie ta ciemnowłosa dziewucha o komicznie płaskiej twarzy, z zawziętą miną próbowała przewiercić mózg Alhevŏte swoim spojrzeniem. 
— Szukasz tutaj czegoś? — spytała Naav, nie siląc się na ton o jakimkolwiek wyrazie. Wykorzystując chwilę niezidentyfikowanej konsternacji na twarzy czarownicy, wstała i skierowała się lekkim krokiem do swojego kufra, umyślnie zahaczając lekko o jej ramię. Kiedy schyliła się i otworzyła wieko skrzyni, zza pleców usłyszała ten sam głos, który wcześniej brutalnie ją wybudził ze snu.
— Musisz wiedzieć, że panują tutaj pewne zasady, które... 
— Chcesz mi nieodparcie przybliżyć —  przerwała jej Naav, nie mając najmniejszej ochoty na słuchanie przemądrzałej uczennicy Hogwartu. W mgnieniu oka podniosła się, odwróciła do czarownicy i przycisnęła ją do przeciwległej ściany, wbijając w jej podbródek końcówkę swojej różdżki. Smocze serce, zaklęte w trzynasto- i półcalowej gałązce tarniny ani drgnęło, wkłuwając się w delikatną skórę.
— Pansy! — Z ust jednej, pozornie niezainteresowanej czarownicy wydobył się krzyk przerażenia. W mig wszystkie dziewczyny zbiegły się dookoła, przyglądając najwidoczniej niecodziennemu zdarzeniu. Pierwszy dzień w Hogwarcie, a już wpakowała się w kłopoty i narobiła pierwszych wrogów. „Brawo, Naav, brawo” zganiła się w myślach.
— Tak więc, Pansy... Zacznijmy naszą lekcję od moich zasad — warknęła Alhevŏte. Jej twarz o orientalnej urodzie, jak na angielskie standardy, była tak blisko płaskiego oblicza panny Pansy, że ta mogła czuć ciepły oddech na swoim policzku. Nie było to zapewne komfortowe.
— Nie wchodź mi w drogę, a będziesz spać spokojnie, to zasada numer jeden. Koniec lekcji na dziś, spieprzaj...
Naav puściła przestraszoną i jednocześnie oburzoną dziewczynę, która, poprawiając kołnierz szaty, szybko oddała się pod opiekę swoim przyjaciółkom. Mruknęła jeszcze chyba, by nie mówiły nic Draconowi; przynajmniej coś takiego dotarło jeszcze do uszu Naav, która z zażenowaniem odprowadziła ślizgonki wzrokiem.
Nowa uczennica przyodziała szaty i udała się do Wielkiej Sali na śniadanie, według instrukcji, jakie otrzymała. Już w progu przywitał ją blask magicznego sklepienia, które tym razem przedstawiało bezchmurne, błękitne niebo. Przynajmniej ono było piękne, bowiem to prawdziwe, poza murami zamku, było ponownie zachmurzone i przeciekało strumieniami chyba niekończącego się deszczu.
 Stanąwszy w wejściu, rozejrzała się po gwarnym pomieszczeniu. Kiedy odnalazła kotłujących się,  niczym mrówki, uczniów w ciemnozielonych szatach, ruszyła w ich stronę. Zasiadła na samym krańcu stołu, przy którym się wiercili. Nim zdążyła podpatrzyć, co jedzą, zmaterializowała się przy niej taca z jedzeniem. Wzruszyła ramionami i bezmyślnie wzięła się za jedzenie, niewidzącym spojrzeniem wodząc po sali. 
Czas po zajęciach spędzała, wylegując się na błoniach w popołudniowym słońcu, które wreszcie raczyło wychylić się zza chmur w tym smutnym, ponurym kraju. Czytając opasłą księgę w starosłowiańskim języku, jaką przywiozła ze sobą z Rosji, leżała pod drzewem. Jednak litery i wyrazy, które usilnie starała się powtarzać w głowie, nie zapadały jej w pamięć. Przemierzała wzrokiem wers za wersem, myśląc o czymś zupełnie innym.
Za kilka dni miała stanąć do walki. Z powodu jakiegoś oszustwa, którego dopuścił się ten cały słynny Harry Potter, zadecydowano, że liczba uczestników w Turnieju Trójmagicznym zostanie zwiększona. Było ich czworo. Jakaś blond włosa żabojadka, która – jak Naav podejrzewała – odpadnie w przedbiegach, Krum, ona i Potter. Myśli o turnieju nie dawały Naav spokoju. Zastanawiała się, po co właściwie się tam pchała, bo przecież nie dla sławy. A może jednak? Na pewno chciała sprawdzić swoje możliwości,  przetestować samą siebie. A dodatkowo... skopać tyłek temu całemu Potterowi. Słyszała o nim wiele, ale zamiast bohatera, widziała w nim aroganckiego bufona, otoczonego wiecznie swoimi ochroniarzami: rudym, który pewnie nie mógł znaleźć sobie lepszych  kolegów i kujonką, z którą też na pewno nikt inny nie chciał się zadawać. Naav, co prawda, nie miała jeszcze okazji poznać osobiście tej nierozłącznej trójcy, ale wśród ślizgonów opinia na ich temat była kiepska, zaś dziewczyna naiwnie w nią uwierzyła, dopóki nie będzie mogła sama się przekonać, jak jest w rzeczywistości; wszak tyle osób nie mogło się mylić. Zresztą… Czy sam fakt, iż Harry oszukał Czarę, nie był wystarczającym dowodem na jego arogancję i pychę?
Swoją drogą, Alhevŏte była dumna, że czara wybrała ją, to musiało coś znaczyć. Była tego pewna i wbrew swoim obawom, zamierzała dać z siebie wszystko.
Rytmiczne dudnienie bębnów dyktowało rytm jej sercu, które pompowało krew z zawrotną prędkością. W lewej ręce dzierżyła różdżkę, prawą dłoń zaciskała kurczowo na Dębowym Gromie z 1879 roku, który przywołała, podobnie jak Potter. Czuła zimne krople potu spływające po skroniach oraz lodowate igiełki dreszczy, raz po raz przecinające jej kark. Kiedy wypłynęła z miotłą na sam środek areny, bębny nagle ucichły. Miała wrażenie, że ucichło także jej serce, gdy ze skały gwałtownie poderwał się Ukraiński Spiżobrzuch. Krwistoczerwone ślepia z nienawiścią łypały na czarownicę.
Była tam. Nie było już odwrotu. Mierząc się spojrzeniami z blisko sześciotonową bestią, próbowała pokonać ogarniający ją paraliż. Nie miała wiele czasu na opracowanie strategii. Mimo że wisiała w powietrzu bez ruchu, stalowoszary smok poderwał się gwałtownie i zapominając o łańcuchach, którymi został skrępowany, ruszył w jej kierunku. Wzbiła się o kilka stóp do góry, tracąc z oczu artefakt, o który walczyła na oczach sporej publiczności. Nie miała jednak czasu na zastanawianie się nad tym, kto ją obserwuje i co o niej myśli. Ognisty oddech smoka musnął rąbek szaty, który spopielił się natychmiast. Pnąc się na miotle do góry, Alhevŏte  ciskała zielonymi smugami światła w niezgrabnie walczące z łańcuchami cielsko. Dziękowała bogom, przodkom i innym nadnaturalnym cudom, za dar opanowania podstawowych zaklęć niewerbalnych. Magiczne pociski na nic jednak były przy stalowej, grubej skórze bestii.
— Petrificus totalus! — krzyknęła, ale bladoniebieskie nitki odbiły się od rogatych wypustek. W tym samym momencie pysk smoka rozwarł się i wypłynął zeń potok buchającego ognia. Naav odskoczyła w bok, cudem utrzymując się na miotle. Z oddali usłyszała westchnienie setek obserwatorów. Spiżobrzuch ryczał przeraźliwie głośno, raz po raz ciskając w nią swoimi ognistymi podmuchami. Ona zaś lawirowała na miotle, mając nadzieję, że wyjdzie z pojedynku w jednym kawałku.
Rotowała wokół smoka, starając się zmylić opasłą bestię. Miała nad nim przewagę – wszak była mniejsza, zgrabniejsza i szybsza. On zaś powolnie, skuty w okowach, wierzgał na arenie, sięgając do czarownicy jedynie podmuchami ognia.
Grała na zwłokę, zataczając powietrzne kręgi wokół głowy bestii, usadzonej na smukłej szyi. Mijały minuty, a szare monstrum, choć było coraz bardziej podenerwowane, traciło siły. Naav wcale nie była w lepszej kondycji; z gorąca, stresu i zmęczenia, po twarzy płynęły jej strumienie potu. Pojedyncze kosmyki czarnych włosów kleiły się do czoła i policzków. Dłonie coraz mniej pewnie zaciskały się na dębowej rączce miotły. Kręciło jej się w głowie, miała wrażenie, że zaraz spadnie z miotły i jak pożółkły, uschnięty liść, wpadnie prosto na grilla w szczęce Spiżobrzucha.
Pod ogonem smoka, najeżonym kolcami, dostrzegła połyskujące jajo. W jednej chwili ruszyła w jego kierunku, licząc na to, iż zdąży je uchwycić, nim bestia odwróci się i zmiecie ją ognistym pocałunkiem. Kiedy w locie już prawie złapała połyskujący artefakt, poczuła silne uderzenie w bok. Bezwładnie poleciała w drugi kąt areny, uderzając o drewnianą barykadę. Ból towarzyszący upadkowi, a także pewien szok, sparaliżowały ją na zdecydowanie zbyt długo. Spiżobrzuch, otrzymawszy nieco morale, szybko odwrócił się i pobiegł w jej kierunku, złowrogo rycząc. Miotła leżała za daleko. Alhevŏte była w pułapce.
Smok nadął się, wciągając powietrze i przygotowując się do ostatecznego ataku. Źrenice czarownicy powiększyły się. Wymacała drżącą ręką różdżkę, brodząc palcami w wilgotnym piasku. W ostatniej chwili usłyszała, jak z jej ust wydobywają się słowa:
— Sectumsempra!
Bestia z bólu wygięła nienaturalnie szyję, a ogień z jej pyska buchnął w pustą przestrzeń. Stalowoszarą, lśniącą szyję zbrukała smocza krew spływająca strumieniami.
— Conjunctivitis! — rzuciła kolejno Alhevŏte, upewniając się, że smok zostanie obezwładniony. Nim klątwa zdążyła zadziałać, Naav ciskała kolejnymi zaklęciami w potwora: — Incendio!
Kolorowe pociski uderzały w ukraińskiego jaszczura. Wokół bestii tańczyły wysokie płomienie, zamknąwszy ją w gorejącym kręgu. Spiżobrzuch rzucał się wściekle po arenie, zionąc ognistymi podmuchami we wszystkich kierunkach. Alhevŏte wykorzystała ten moment i ujęła złote jajo, a triumfalny uśmiech wykwitł jej na twarzy.

BETA: Midori

Przybywam z rozdziałem 1. Mam nadzieję, że Was nie zawiódł.
Wraz z nieocenioną pomocą Helki uporałyśmy się z komentarzami, za co niezmiernie, gorąco jej dziękuję. 
Od dziś na blogu, stety i niestety, korzystać będziemy z systemu komentarzy Disqus, który - mam nadzieję - nie sprawi Wam zanadto problemów. Jeśli z jakiegoś powodu pod rozdziałem nie będziecie widzieć napisu "komentarz", w który moglibyście kliknać, by się przenieść do komentarzy, wystarczy kliknąć tytuł posta. Disqus się chwilę ładuje, więc proszę o odrobinkę cierpliwości zanim się pojawi pod postem. Nie musicie również podawać maila przy komentowaniu jako goście - można wpisać cokolwiek, byleby zawierało w sobie "@". Proszę też o podawanie adresów swoich blogów - chyba, że mam Was w "Świstoklikach".
 Wszystkiego najlepszego z okazji wczorajszych urodzin chciałabym życzyć captain fejf. Jeśli chcecie sprawić jej urodzinowy prezent, odwiedźcie jest wyjątkowego bloga. Dobrej nocy, Vincent. 
Dziękuję Wam, że jesteście! :) 



22 komentarze:

  1. Czekałam na ten pierszy rozdział. Byłm ciekawa jak rozpocznie się fabuła, gdyż prolog mnie zaintrygował.
    Naav jak na razie przypadła mi do gustu. Zadziorna jest, a ja lubię takie charakterne postaci :) trochę w pewnym momencie pogubiłam się (chociaż może to nie do końca odpowiednie słowo) w czasie. Przybywają do Hogwartu, tu nagle jest wybrana przez Czarę Ognia a zaraz potem pierwsze zadanie. Zastanawiałam się czy coś mi umknęło czy po prostu to wszystko tak przeskakuje. Brakowało mi chyba jakiegoś przejścia między tymi scenami ;)
    Mimo to rozdział mi się podoba i ciekawa jestem jak rozwinie się dalej fabuła :)
    Czekam z niecierpliwością na następny :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może faktycznie nieco przeskoczyłam, pomijając ten krótki okres od przybycia Durmstrangu do Hogwartu, aż do pierwszego zadania, nie chciałam jednak zbędnie przedłużać.
      Dziękuję za miłe słowa, pozdrawiam. :)

      Usuń
  2. PomyLuna Lovegood31 maja 2017 11:04

    Jacie... Troszkę przeskoczyłaś, ale mnie to nie ruszyło! Na prawdę cudowny rozdział i taki długi, że uhu :) Ta Naav w sumie jest spoko, ale coś mi nie gra za bardzo, ale nie ma pojęcia o czo chodzi :D
    Kurde, taki mam niedosyt, tak czekam na kolejny rozdział, że...
    Weny, weny, weny!

    Pozdrawiam!

    PomyLuna ;*

    maddieravenclaw.blogspot.com

    A tak w ogóle piękny szablon. Tylko komentzre jakieś dziwne... Muszę pisać z Twittera...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że z czasem polubisz tą postać, bo inaczej raczej ciężko będzie czytać, nie lubiąc głównej bohaterki. :)

      Nie musisz, możesz się wylogować i pisać jako gość, podając nawet fałszywy e-mail. Niestety zepsuły mi się komentarze bloggera, jakiś błąd który powstał w efekcie kombinacji Googla. Stąd musiałam zainstalować zewnętrzny system komentowania, ale pod rozdziałem napisałam jak się z nim obchodzić. :)

      Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam!

      Usuń
  3. Cholera jasna, nie wiem co tu się robi i dzieje z tymi komentarzami, ale chyba niczego nie popsuję. Miejmy taką nadzieję...
    Nie wiem czy lubię Naav; jest trochę dziwna, niezbyt miła mi się wydała, ale może jednak coś między nami zaiskrzy. Tak. Niech zaiskrzy i niech błyszczy. Mam tylko nadzieję, że Naav polubi w Hogwarcie kogokolwiek i że nie będzie się jakoś wywyższać. Nie wiem czemu mam w ogóle takie podejrzenia, ale wiesz, tak tylko piszę. Jej odpowiedź do Pansy była fajna, fakt, ale jest tu gdzieś chyba takie zdanie o Fleur, które mi się nie spodobało. Ale ok, chyba polubię Naav.
    I tak jak moje poprzedniczki, chcę Ci powiedzieć, że coś chyba poszło za szybko — w jednym rozdziale od razu przyjeżdża, kłóci się z Pansy i walczy ze smokiem. Ratuje Cię u mnie to, że uwielbiam jak piszesz. Choć nie, nie chodzi o to, że tyle się tu wydarzyło. Ok, tyle rzeczy mogłoby tu się znaleźć, jednak za dużo jak na rozdział tej długości.
    Piszesz, że nie chciałaś zbędnie przedłużać, więc Ci wierzę i oddaję się w Twoje ręce, bo raczej to zdanie oznaczało (JACIE GACIE, przed chwilą przypadkowo włączyłam innego bloga i wyłączyło mi z Twojego i takiego już stresa żem miała. Ale cofnęłam, a mój komentarz ciągle tu był! Szok! XD), że dziać się będzie i że to nie było aż takim istotnym wydarzeniem. Czekam więc, ja, Twoja wierna czytelniczka.
    I w ogóle — DZIĘKUJĘ CI PIĘKNIE ZA ŻYCZENIA URODZINOWE JESZCZE RAZ (pierwszy podziękowałam Ci u mnie pod rozdziałem, jeśli nie widziałaś)!!! ♥
    Hyy, jaki krótki ten komentarz, wybacz mi, ale nie myślę.
    Dziękuję i strzałka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ją polubisz, jeśli nie, krzycz, chcę, żeby była lubiana. Wiem też, że Naav może sprawiać bardzo negatywne wrażenie z początku, dziewczyna jest po przejściach, trudno jej się zaadaptować w kolejnej szkole.
      Kurczę, może rzeczywiście zbyt pogoniłam. Ogółem samo przybycie Naav do Hogwartu nie jest głównym wątkiem, dlatego wydawało mi się zbędne przeciąganie i opisywanie jej pierwszych dni w szkole. Uczymy się na błędach, no. Wybaczcie mi wszyscy. :3
      (Nienawidzę, kiedy piszę komentarz i coś schrzanię, ja niestety nie mam takiego szczęścia i nigdy mi się nie zapisują. xD)
      Na wszystkich bogów, pisałam już zapewne, że lejesz miód na moje serce. Jest mi niezwykle miło, czerwienię się i w ogóle mnie zawstydzasz. Bo jeśli moje wypocinki podobają się Tobie, osobie, która pisze TAK REWELACYJNIE, intrygująco, nietuzinkowo, klimatycznie... No cóż. Jaram się. :)
      Dziękuję Ci pięknie, pozdrawiam cieplutko! <3

      Usuń
  4. Bohaterka jest super ^^ Ma charakter i potrafi przetrwać, na razie całkiem ją lubię. Umiesciłas ją w ciekawym momencie fabuły, jestem ciekawa, jak to rozwiniesz :) Szczególnie ten wątek o rodzinie i mrocznej przeszłosci. Liczę też, że dziewczyna znajdzie sobie jakąs paczkę. Być może to zamierzone, ale strasznie szybko lecisz z akcją. Ledwo co ruszyli i już jest po pierwszym zadaniu. Nie przelatuj przez to wszystko tak szybko. No chyba że jest jakis powód takiego pisania :) Jestem za tym, żeby poznała Malfoya! :D Może się w nim nawet zakochać xD Wielka Trójca jest już lekko oklepana, szczególnie, że Potter to teraz jej rywal... Ale masz może na to jakis ciekawy pomysł? :D
    wirus-r.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah! Pozna Malfoya, w końcu jest w Slytherinie, pozna też kilka ciekawych osobowości, nawet jeśli sprawia nieco wrażenie odludka. ;) Czy zakochać, z tym, mam nadzieję, wszystkich Was zaskoczę. :3
      Jak pisałam powyżej - przyspieszona akcja - mój nieprzemyślany błąd. Wybaczcie.
      Dziękuję Ci za miłe słowa. Z pewnością zajrzę do Ciebie, jak tylko znajdę wreszcie chwilkę, bo urwanie głowy jakieś ostatnio mam.
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  5. Dariusz Tychon31 maja 2017 11:06

    Nie wiem czy czegoś nie popsuję, bo takie nowinki technologiczne i informatyczne, to mnie bardzo nie lubią, ale spróbuję skomentować, choć nie podoba mi się, że tak tak nakombinowałaś, wolę jak wszystko jest normalnie...
    Przyznam, że z tych HP, które czytałem, nikt jeszcze nie stworzył bohatera, który by podzielał moje zdanie odnośnie tej świętej trójcy HP. Ty to zrobiłaś! Też uważałem Harrego za takiego bufona, takie dzieciaczka, takiego przerysowanego i nieco też lizusa, Hermionę za kujonkę, a Rudy mnie irytował tą swoją tchórzliwością i głupotą. Mam nadzieję, że u ciebie nie będzie tak przerysowanych bohaterów i będę oni w sobie łączyli zarówno wady jak i zalety.
    Co do twojej twórczości, to przede wszystkim podobają mi się opisy, są takie malownicze... bardzo obrazowe i pobudzają wyobraźnie, szczególnie gdy opisujesz krajobrazy. Niby krótka wzmianka, nic wielkiego, a tworzy niepowtarzalny klimat.

    Pozdrawiam:
    j-i-s.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nakombinowałam, bo niestety nie miałam wyjścia - blogspot coś kombinuje i pochrzanił mi całkiem komentarze, skorzystanie z zewnętrznego systemu było wręcz koniecznością. Też średnio mi to odpowiada, ale co zrobić. Prawdopodobnie jest to problem z przejściem bloggera na https, tak mi mówiono, przez co gdzieniegdzie niektóre elementy się sypią. Nie wiem, nie znam się, zostawiam do rozkminienia tym wtajemniczonym.
      Nawet nie wiesz, jak mi miło, że moja bohaterka Cię nie rozczarowała. Jestem nawet nieco zaskoczona, ale bardzo mi pochlebiasz. Mam nadzieję, że z czasem niczym Cię nie zrażę. Dziękuję za zwrócenie uwagi na opisy - uwielbiam w opisy, choć zdaję sobie sprawę, że niektóre osoby to męczy. Jeśli uważasz je za dobre, cieszę się niezmiernie, dziękuję Ci pięknie. :)
      Zajrzę na Twoje blogi, jak na wszystkie inne, niebawem. Mam trochę urwanie głowy w pracy, ale przybędę na Twoje blogi, na blogi wszystkich czytelników.
      Dziękuję i pozdrawiam cieplutko! :)

      Usuń
  6. Berwarna Elf31 maja 2017 11:07

    Heloł!
    Wiem, wiem. Jestem osobą o najwcześniejszej reakcji w kraju... Ale przeczytałam! *brawa*
    Rozdział bardzo mi się podobał. Cały czas zachwycają mnie Twoje opisy. Są genialne! Naav jest bardzo... oryginalna. No i brutalna (jak ja - i to mamy wspólnego).
    Mnie również interesuje zagadkowe pochodzenie dziewczyny. Cały czas jestem zdania, że ma w swojej krwi krew Voldemorta, choć jeszcze za wcześnie, by stawiać takie odważne tezy.
    To ja na dziś tylko tyle. Mam nadzieję, że nic nie sknociłam w logowaniu się na to coś to.
    Czekam na następny ( z pewnością równie genialny) rozdział!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że się pojawiłaś, to się liczy, nie to, kiedy. :) Dziękuję Ci za tak miłe słowa. Co do pochodzenia Naav, oczywiście na razie nie mogę nic zdradzić. ;)
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  7. (...) z nimi mierzyć, nie wiedząc tak właściwie, z czym konkretnie ma do czynienia.
    Powyżej masz błąd ortograficzny. "Nie" z imiesłowami przymiotnikowymi piszemy łącznie, a późnie po tym zdaniu masz jedno, w którym jest powtórzenie słowa "być".
    W miejscu takim, jak Durmstrang, nie tolerowano osób bez porządnego (...). Te przecinki są zbędne, bo nie jest wtrącenie.
    (...), niż w rodzinnych stronach - tutaj nie powinno być przecinka, bo nie ma dwóch części składniowych. To zwykłe porównanie.
    ulubieńcen - literównka
    Podeszli obok A nwm, czy to błąd, wydaje mi się, że tak bo podeszli dokąd, a nie gdzie, więc lepsze byłoby "do".
    !niechcąc! oglądać swojego nowego domu
    Chłopców, a w zasadzie już mężczyzn(,) Dumstrangu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okey pierwszy komentarz poszedł, więc jeste dobrze! Pisze dalej. Już się bałam, że mi się nie wyśle.
      Przy zdaniu o powitaniu masz powtórzenie "uczniowie" czy coś takiego. Niestety jestem na telefonie i strasznie niewygodnie się to kopiuje. Z tego co widzę to tych drugich uczniów można pominąć.
      oże być jedną z czarodziejów. Oczami wyobraźni widziała siebie, wirującą pod sklepieniem Wielkie przed wirującą nie powinno być przecinka. W słowniku znalazłam info, że przecinek stawia się przed imoesłowami kończącymi się na -ąc,-wszy i -łszy.
      Chciała(,) naprawdę chciała(,) ruszyć(...) bo to wtrącenie
      i postąpiła krok do przodu. Gdy udało jej się to zrobić, poczyniła kolejne kroki, a z każdym z nich(...) tutaj też żeby uniknąć powtórzenia możesz wyrzucić "kroki". Sens zostanie zachowany.
      Zrezygnowana(bez przecinka) opuściła na chwilę głowę(...)
      (Niezdradzając) znaczących szczegółów
      Niemając najmniejszej ochoty
      Kotara odgradzająca ją od całej rzeczywistości była - bez przecinków chyba że traktujesz to jako wtrącenie
      Niesiląc się
      Smocze serce zaklęte - bez przecinka
      ,pozornie niezainteresowanej czarownicy(,)

      Usuń
    2. Dziękuję Ci za wszelkie poprawki, niestety nie ze wszystkimi się zgadzam, natomiast za część z nich jestem Ci wdzięczna i w wolnej chwili poprawię.
      Przecinków nie stawia się tylko przy wtrąceniach. Przy stawianiu przecinków należy mieć wyczucie, szczególnie przy imiesłowach i wówczas ich obecność zależy głównie od intencji autora.
      http://sjp.pwn.pl/zasady/sm...
      Na bogów, jaki długi ten link.
      Tak czy inaczej, podobnie jest w wielu innych przypadkach, niestety, mam za sobą format komputera, więc nie dokopię się teraz do tego. :)

      Usuń
    3. Hurra! Dorwałam się do komputera, jestem szczęśliwa.
      Swoją
      drogą, (bez przecinka) Alhevŏte była dumna, że czara wybrała ją, to musiało coś znaczyć. Była
      tego pewna i wbrew swoim obawom, zamierzała dać z siebie wszystko. W drugim zdaniu albo postawić też przecinek przed wbrew albo żadnego.
      No to by było na tyle mojego marudzenia odnośnie błędów. Sorry, że je tak wypisuję (szczególnie, że sama mam ich mnóstwo i to podobnych a nie likwiduje ich jedynie z czystego lenistwa), ale zawsze uważam, że dzięki temu ktoś się więcej nauczy. Np ja dzięki temu nauczyłam się mnóstwo rzeczy. Masz problem z powtórzeniami. Czasami warto pomyśleć czy usunięcie drugiego nie załatwi sprawy. Nie zawsze trzeba szukać synonimów. U Cb występuje duży problem z "być". To chyba najgorszy czasownik, jaki może...właśnie - być :D
      Co do treści to proponowałabym oddzielić czymś fragment dziejący się później, bo wygląda jakby nagle wskoczyła w zadanie. Mam na myśli coś typu odstępy w tekście albo znaczki ozdobne: *** czy ~*~ do wyboru do kolory, można kombinować, ile wlezie.

      Ogólnie podoba mi się kreacja głównej bohaterki. Jest silna, odważna, utalentowana i pyskata. Lubie takich ludzi

      "Ślizgoni radośnie powitali nową uczennicę, dumnie
      przyjmując do wiadomości jej niezaprzeczalne pokrewieństwo z założycielem swojego domu." Nie wiem, może coś przegapiłam, ale skąd oni wiedzieli, że jest spokrewniona ze Slytherinem? Po pierwsze Tiara mówi do ludzi w myślach, nikt inny tego nie słyszy, a po drugie nikt nie powiedział, że Salazar był jej przodkiem.

      Podoba mi się to, jak opisujesz stres dziewczyny związany z nową szkołą i jej niechęć do niej. Bardzo realistycznie. Trochę nie podoba mi się zachowanie głównej bohaterki odnośnie Harry'ego. Chodzi mi o samą postać, a nie Twój styl pisania. Nie powinno się oceniać książki po okładce, a ona to robi. Przez to (plus dla Cb) staje się bardziej ślizgońska.
      Już zaczynać mieć swoje podejrzenia dotyczące pokrewieństwa nastolatki. Ciekawe czy się sprawdzą.

      Podsumowują jest dobrze. Zaciekawiasz, dobrze piszesz, idziesz w dobrym kierunku. Oby tak dalej!
      Sorki za spamowanie i pisanie trzech komentarzy, ale pierwszy napisałam "na próbę", bo bałam się, że się nie wyśle, podczas pisania drugiego straciłam cierpliwość. Nie cierpię pisać komentarzy na telefonie i przerzuciłam się na komp. Stąd trzeci komentarz.
      Pozdrawiam!
      E.M.S.

      Usuń
    4. Nie przepraszaj, sama niegdyś wypisywałam ludziom błędy, lecz ostatnio spotykałam się coraz częściej z urażonymi ałtoreczkami, więc dałam sobie spokój. Wolę poprawiać jako beta - wtedy przynajmniej ludzie są wdzięczni, a krucjata na siłę i tak nikomu nie daje nic do myślenia. :P A ja jestem Ci wdzięczna, część przeoczyłam i ja i moja beta.^^
      Hm... W Wordzie stosowałam nieco dłuższe odstępy między wydarzeniami dziejącymi się w różnym czasie, tutaj oczywiście blogowy edytor wszystko schrzanił.
      Z tą tiarą to mój błąd. Zawsze przy fanfikach mam problem z takimi szczegółami. Byłam przekonana, że tiara pewne rzeczy mówi na głos, wówczas cała sala mogłaby usłyszeć, że czapka wyczuła owe pokrewieństwo.
      Cieszę się, że postać wywołuje jakieś emocje. Moją największą obawą jest zrobienie z Naav merysujki. Dlatego też, wbrew sugestiom bety, postanowiłam pozostawić taką opinię Naav o Harrym. Niech nie będzie idealna, niech naiwnie przyjmie do siebie opinię innych ślizgonów.
      Dziękuję Ci za tak wyczerpujący komentarz, to bardzo budujące i motywujące, zresztą zapewne sama wiesz o tym najlepiej.
      Ludzie boją się disqusa, wiem, niestety podczas remontów platformy bloggera, zepsuli mi komentarze wbudowane w bloga i musiałam znaleźć sobie jakiś zewnętrzny, niezależny system. Myślę jednak, że da się do niego przyzwyczaić.
      Pozdrawiam, jeszcze dziś zawitam do Ciebie ponowie!
      Agrat.

      Usuń
    5. Właśnie komentując innego bloga zdałam sobie sprawę, że nie stawia się przecinka przed imiesłowami -ąc, - wszy,-łszy. Przepraszam za wprowadzenie w błąd. Ostatnio naczytałam się tyle o tych imiesłowach, że mi się pomieszało XD

      Usuń
    6. Piękne w blogach jest to, że wszyscy się od siebie wzajemnie uczymy, a nawet jeśli wprowadzamy się w błąd, to potem lepiej zapamiętujemy porażkę i związaną z nią mądrość. xD
      Przynajmniej ja tak mam.

      Usuń
  8. Uwielbiam Naav. Umie postawić na swoim, jest dość brutalna, ale jednocześnie wydaje mi się trochę naiwna. Też uważam Pottera za aroganckiego bufona. W kanonie go nie lubiłam, czuję, że tu będzie tak samo. Zastanawiam się, czemu Krum nie użył Sectumsempry xD. Ale z drugiej strony wydaje mi się, iż używanie czarnej magii podczas Turnieju było zakazane :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie jest idealny, dlatego właśnie naiwnej Naav postanowiłam nie zmieniać - niech ma jakieś wady.
      Co do czarnej magii... szczerze mówiąc nie wiem, miewam problemy z zapamiętywaniem szczegółów z kanonu.
      Dziękuję za odwiedziny! :)

      Usuń
  9. Magic Creature (Avis)31 maja 2017 11:13

    Hmmm... Co ja mogę tu napisać? XD
    Po pierwsze: niesamowity rozdział;) Po drugie: Naav jest dziwna, ale to nie znaczy, że jej nie lubię ;DD Zaintrygowała mnie, podobnie jak jej mroczna przeszłość, której jestem nieustannie coraz bardziej ciekawa :) Po trzecie: to przeskoczenie mnie troszkę zmyliło i wyrwało z czytania, ale zaraz potem znów się wciągnęłam, więc nie jest źle! ;DDD
    Podejrzewam, że dziewczyna ma w sobie coś z śmierciożercy. Mam na myśli, że może ktoś z jej rodziny był jednym z nim, a kto wie?? Może jej wujkiem był sam Lord Voldemort? xD
    Dobra, lecę czytać dalej ;0

    OdpowiedzUsuń